Mija 10 lat od pierwszego medalu Ligi Mistrzów

Autor

 

To już 10 lat. 30 marca 2008 roku PGE Skra zdobyła swój pierwszy medal Ligi Mistrzów. Bełchatowianie brąz wywalczyli w łódzkiej hali MOSiR. Jak główni bohaterowie tego wydarzenia wspominają historyczny sukces?

– To już dziesięć lat? Strasznie szybko ten czas mija – rozpoczyna rozmowę Michał Bąkiewicz. Pomimo upływu dekady, wydarzenia pod dachem Pałacu Sportu do dziś pamięta każdy z bohaterów.

– Pamiętam ten turniej doskonale, było to niesamowite przeżycie dla mnie, drużyny jak i dla całej polskiej siatkówki. Mecz o trzecie miejsce, to wielka walka i wielka radość po zwycięstwie. Atmosfera w sali, jak i w całej Łodzi była niesamowita, niezapomniane chwile – wspomina Daniel Pliński. – Po kilku sezonach występów w Lidze Mistrzów, po raz pierwszy mieliśmy możliwość zagrania w turnieju finałowym. Do dziś świetnie pamiętam wrażenie, jakie zrobiła na mnie szczelnie wypełniona kibicami sala przy ul. Skorupki. Doping kibiców nie pozwalał na komunikację pomiędzy zawodnikami, a piękne i zacięte mecze pozostają w mojej głowie do dziś – dzieli się z nami Maciej Dobrowolski, rozgrywający tamtego zespołu.

Oprócz PGE Skry do Łodzi przyjechały siatkarskie tuzy: Copra Piacenza, Dynamo Kazań i Sisley Treviso. Faworytów upatrywano w dwóch ostatnich, zaś najmniej szans przyznawano bełchatowianom.

– To był mocny turniej, mocne drużyny, najlepsi siatkarze. Gdyby grały budżety klubów, bylibyśmy bez szans. Presja wyniku i oczekiwania sukcesu przed meczami wisiały w powietrzu. Super atmosfera i doping kibiców. Mieliśmy bardzo dobry zespół, zgrany, wyrównany skład – wymienia środkowy Radosław Wnuk. – Był to dla nas pierwszy taki turniej, który mogliśmy zagrać z tak mocnymi drużynami. Kazań nie był może tym samym zespołem, jakim jest teraz, ale bardzo silny był Sisley. Dla całego naszego zespołu było to ogromne wyróżnienie, gra z takimi zespołami i zawodnikami – mówi Mariusz Wlazły.

W półfinałach PGE Skra zmierzyła się z Kazaniem, a później na parkiet wyszły dwa włoskie zespoły. Pierwszy pojedynek musiał zgromadzić komplet publiczności. Premierowy mecz Final Four w historii z udziałem PGE Skry! Niby murowanym faworytem był Kazań, ale… PGE Skra miała już na rozkładzie obu przyjmujących Rosjan – Sergey’a Tetyukhina i Aleksandra Kosareva, z którymi wygraliśmy, gdy ci grali w Lokomotiwie Biełgorod. Legendarny amerykański duet Lloy Ball – Clayton Stanley mógł przerażać, ale 2 lata wcześniej obaj musieli sporo się zestresować, gdy przyjechali do Bełchatowa z Iraklisem. Zatem Rosjanie nie byli traktowani jako „nadzespół”. – Ich trenerem był Wiktor Sidelnikow, który z PGE Skrą mierzył się drugi raz. 7 lat wcześniej – jeszcze jako zawodnik – grał przeciwko bełchatowianom… baraż o utrzymanie w PLS w barwach ówczesnego wicemistrza Polski – Stilonu Gorzów, który w dodatku przegrał – wspomina Kamil Bloda, jeden z obecnych spikerów w klubie. Mimo wszystko, Kazań dość pewnie wygrał dwa pierwsze sety, dlatego na odwrócenie ról od trzeciej partii, publiczność reagowała bardzo żywiołowo. Stephane Antiga z Dobrowolskim dowodzili mentalnie, jako joker na parkiecie pojawił się Bąkiewicz, a Wlazły robił swoje i nagle z 0:2 zrobiło się 2:2. Apogeum miał przyjść na tie-break, ale niestety…. Kazań błyskawicznie zyskuje gigantyczną przewagę i ma pierwszą piłkę meczową przy 7:14. I tu następuje kolejny zwrot akcji, bo na zagrywkę wchodzi Wlazły. Robi się 12:14 i piłka wraca na stronę PGE Skry. Piłkę na kontaktowy punkt mamy w górze, ale niestety wypada w aut. Łódź nie odpłynęła, choć z każdą kolejną obronioną piłką meczową było bliżej. Lloy Ball powiedział potem, że cieszy się, że to PGE Skra swoim błędem za nich zakończyła ten mecz, bo jest pewien, że oni sami by tego nie zrobili po kolejnych pięciu nieudanych próbach…

– Mecz półfinałowym w naszym wykonaniu był dobry, lecz przegraliśmy, bo zabrakło nam trochę doświadczenia w takim turnieju – wymienia jako przyczynę porażki Pliński. – Wszedłem za Piotrka Gruszkę przy stanie 0:2, udało się doprowadzić do tie-breaka, ale wygrać z Kazaniem już nie. W meczu z Sisleyem, bardzo silnym wtedy zespołem, mój udział był już mniejszy, ale ten piękny bój na zawsze zapadł w mojej pamięci. Wspomnienia z tamtego turnieju mam tylko dobre – dzieli się z nami Bąkiewicz. Przypomnijmy więc sobie, co działo się w spotkaniu o brązowy medal, które przeszło do historii nie tylko bełchatowskiej siatkówki.

Na drodze do marzeń stanął włoski Sisley – najbardziej utytułowana drużyna Europy tamtych czasów, która niespodziewanie przegrała półfinał z Piacenzą. PGE Skra pewnie wygrała pierwszego seta, w drugim popisała się niesamowitą gonitwą, która całkowicie rozbudziła kibiców i pozwoliła im zapomnieć o przegranym półfinale… ale i rozdrażniła gwiazdy włoskiego giganta. Alberto Cisolla, Alessandro Fei, Samuele Papi, Stefan Hubner, Gustavo wzięli się do pracy i wygrali dwa kolejne sety. Tie-break tym razem należał jednak do PGE Skry, a liczne zwroty akcji sprawiły, że już nikt nie pamiętał o przegranym półfinale.

– Po zwycięskiej piłce w tie-breaku z legendarną drużyną Sisley’a Treviso zapanowała ogromna euforia i powiesiliśmy na szyjach brązowe medale Ligi Mistrzów. To był chyba najpiękniejszy moment w mojej pięcioletniej przygodzie ze Skrą Bełchatów – nie ukrywa Dobrowolski. – Szkoda, że z Kazaniem nie spotkaliśmy się w finale, ale nie ma, co gdybać. 3 miejsce to był duży sukces – dodaje Wnuk.

Pozostał jeszcze finał. W nim bardzo solidna Piacenza z Marcelem Gromadowskim, Israelem Rodriguezem i Dante Boninfante (wszyscy przyszli zawodnicy PGE Skry byli zmiennikami) zaserwowała wespół z Rosjanami świetne widowisko. Zwyciężyła siła ognia Kazania, dla którego był to pierwszy w historii triumf w Lidze Mistrzów. Miejscowych kibiców ucieszyła jeszcze nagroda – indywidualna dla najlepiej atakującego Final Four dla Wlazłego. Prezes Konrad Piechocki wspomina jeszcze jedną rozmowę z tego dnia: – Pamiętam spotkanie z ówczesnym dyrektorem Sisley’a. Wygraliśmy brązowy medal z wielkim klubem, bardzo utytułowanym, to był ich schyłek, a początek naszych sukcesów. Usłyszałem od niego takie słowa: „Gratulacje, będziecie wielkim klubem. Dziś osiągnęliście pierwszy sukces”.

Od historycznego turnieju Final Four 2008 PGE Skra zdobyła pięć tytułów Mistrza Polski, cztery Puchary Polski, trzy Superpuchary Polski, brązowy i srebrny medal Ligi Mistrzów oraz trzy krążki Klubowych Mistrzostw Świata. – Życzę powodzenia w PlusLidze i przynajmniej oczka wyżej w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie – dodaje na koniec rozmowy Wnuk.

źródło: http://skra.pl

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie widoczny

Możesz też polubić

Hot News